fbpx

Z Pamiętnika Pragmiarza – Sezon 1 Epizod 3

18 stycznia 2018 Podniebna Drużyna SMA

Z Pamiętnika Pragmiarza – Sezon 1 Epizod 3

Pragmiarz skrywał w sobie pewną „przypadłość”. No dobra, miał ich pełno, ale tę jedną jakoś tulił z sympatią. Uważał, że cały otaczający nas świat można opowiedzieć słowami piosenek. Mało tego. Da się to zrobić tekstami, które już powstały. W młodości, jak większość nastolatków chciał obalać systemy, mityczne Babilony i totalnie kontestował świat dorosłych. Tak na marginesie, miał poczucie, że znowu uczestniczy w czymś takim. Tylko, że tym razem znalazł się po drugiej stronie barykady. Zaś rewolucjonistą stawał się osobisty, nastoletni syn Pragmiarza. Ot taki chichot losu.

Ale rewolucja miała dopiero nastąpić. Wiecie, jaki jest najgorszy rehabilitant? Taki, który się nudzi i z tej nudy wymyśla kolejne tortury dla swoich pacjentów. 😉 Tak nieco złośliwie pomyślał o Patrycji, kiedy usłyszał jakie ćwiczenie ma dzisiaj wykonywać

– Wyprostuj sylwetkę, wciągnij brzuch, napnij pośladki, stopy równo, palce prawej bardziej do środka – usłyszał słowa,które doskonale już znał. Stał więc taki wyprostowany, wciągnięty, pośladkowo napięty i jeszcze z równymi stopami.

– Łap – powiedziała Patrycja i podała w jego stronę piłkę.

Niby była mała, niby lekka, a jednak rzucanie nią o ścianę sprawiało Pragmiarzowi mnóstwo trudu. Jego dłonie, ramiona, przedramiona, bicepsy, tricepsy i Bóg jeden wie, jakie jeszcze części ciała łapczywie zaczęły ciskać piłką. Odezwała się w nich chęć bicia rekordów wysokości, na jakiej ta lądowała. To nic, że obijała dopiero co odnowioną ścianę, to nic że latała trochę pokrętnymi torami. Liczyła się energia, którą musiał wkładać w każdy rzut. I oddawał jej tyle umiał, tyle ile sił starczało. A gdy tak ciskał gumową piłką, przypomniał mu się pewien utwór z lat dawniejszych. Kiedy Pragmiarz był licealistą, zapragnął zrobić karierę wokalisty i tekściarza zespołu rockowego. Były tego nawet jakieś próby, zakończone bolesnym zderzeniem z rzeczywistością. W głowie Pragmiarza zabrzmiała pieśń nieco rewolucyjna w przesłaniu, biorąc pod uwagę jego kondycję fizyczną: „…A ja biegnę, biegnę, biegnę po ulicy, i eksploduje moje serce, i ciągle, ciągle jeszcze więcej, nigdy dosyć rewolucji – wyżej, wyżej w górę ręce”.

Buzia się mu uśmiechnęła i starał się podnosić coraz wyżej swoje zanikowe ręce.

, , , , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *