fbpx

Z Pamiętnika Pragmiarza – Sezon 1 Epizod 5

1 lutego 2018 Podniebna Drużyna SMA

Z Pamiętnika Pragmiarza – Sezon 1 Epizod 5

Życie Pragmiarza nie zawsze było naznaczone chorobą. Był czas, kiedy SMA siedziało w jego genach, ale nie dawało znaku życia. Niczym kobra, która w udawanej hibernacji czai się do ataku.

Dawne to były czasy, ale Pragmiarz pamięta, jakby te dni były wczoraj, przedwczoraj lub najdalej tydzień temu. I zamokły oczy jego na wspomnienie tamtych chwil. Był bardzo aktywnym fizycznie dzieciakiem. Bieganie za piłką, to była najlepsza zabawa. Jak większość dzieciaków w jego wieku był pazerny na strzelanie goli. Bo przecież tak zdobywało się szacunek na podwórku. Albo przez bójki. Ale on należał do tych raczej cherlawych, więc opcja numer dwa nie wchodziła w rachubę. Pewnego dnia, małymi kroczkami w życie Pragmiarza wkroczyła choroba. Delikatnie, ledwo zauważalnie zaczęła osłabiać jego mięśnie. W ślad za tym szła zmiana pozycji na podwórkowym boisku. Już nie był taki szybki, już nie umiał strzelać tylu bramek. Został pomocnikiem, obrońcą, a wreszcie bramkarzem. Czuł, że z jego ciałem dzieje się coś dziwnego. Nie rozumiał tego. Nie tylko on. Pamięta taką sytuację. To był jeden z tych arcyważnych meczów pomiędzy zwaśnionymi podwórkami. W regulaminowym czasie gry padł remis. O wszystkim miały decydować karne. W końcu przyszła kolej na Pragmiarza. Chciał wziąć kilka kroków rozbiegu…ale nie był w stanie. Właściwie strzelając z miejsca, nie nadając piłce ani odpowiedniej siły, ani odpowiedniego kierunku posłał ją w stronę bramkarza przeciwników. Ten bez żadnego problemu wyłapał piłkę. Wtedy usłyszał za swoimi plecami śmiech. Spuścił głowę i stanął z boku. To była jedna z jego ostatnich gier w piłkę nożną. Utracił to. Na jego oczach życie zatrzaskiwało przed nim kolejne drzwi. Ważne dla niego drzwi…

– Jak Twój nastrój?- zapytała Patrycja. Możemy zaczynać?
– Nastrój? No jakiś tam jest. Startujmy – odpowiedział zupełnie automatycznie bez głębszego zastanawiania się nad odpowiedzią.
– OK. Zapinamy pasy i ruszamy – na szczęście miała w sobie energię za nich dwoje. Lubisz piłkę nożną, prawda? – dopytywała.
– Tak, oczywiście. To mój ulubiony sport do oglądania.
– To dzisiaj pokopiesz piłkę. Co ty na to?
– Jak niby mam to zrobić? Nie umiem, nie dam rady – wydusił lekko przestraszony.
– Przyjmij postawę, Złap uchwyty. Uwaga rzucam – powiedziała Patrycja.

Usiadła naprzeciwko Pragmiarza. Zaczęła powoli popychać piłkę w jego stronę. Asekuracyjnie próbował ją odkopywać. Miał problemy z trafieniem.. Bał się upadku. Po jakimś czasie robił to coraz pewniej. Podobało mu się to ćwiczenie. Na kolejnym spotkaniu Patrycja rzucała piłką tzw. kozłem. Znowu było trudno się do tego przyzwyczaić. Musiał szybko przenosić ciężar ciała z jednej nogi na drugą. Miał wrażenie, że pracują w nim wszystkie komórki ciała. Fajnie mu było z tym kopaniem. I jak to z Pragmiarzem bywa podczas ćwiczeń naszło go na wspomnienia. Swego czasu, będąc jeszcze dziecięciem dostał od ojca w prezencie książkę. Była to bodajże „Ostatnia olimpiada” A.Krawczuka. W niej dedykacja: „Marzyłem, żebyś został sportowcem…” W tej właśnie chwili poczuł się sportowcem, prawdziwym sportowcem.

, , , , , ,